Geniusz pomysłu

Paradyzja - Janusz A. Zajdel

"Paradyzja" to powieść zaliczana do kanonu polskiej fantastyki. Janusz A. Zajdel otrzymał za nią nagrodę Sfinks, która po przedwczesnej śmierci autora została nazwana jego imieniem. Czy słusznie?

 

Tytułowa Paradyzja to stacja kosmiczna krążąca wokół pozasłonecznej planety Tartar, która od ponad wieku nie kontaktowała się praktycznie w żaden sposób z Ziemią. Stworzono tam unikalny system, gdzie władzę sprawuje Centrala - komputer sprawdzający, czy dany człowiek zachowuje się jak na porządnego Paradyzyjczyka przystało. Jeśli tak nie jest, system nalicza punkty karne, co może skutkować dostaniem gorszej pracy albo zmniejszeniem przydziału jedzenia, czy też innych artykułów potrzebnych do życia. Najgorszą karą jest zesłanie na Tartar, gdzie skazany musiał spędzać czas na ciężkiej pracy w jednej z licznych kopalń.

 

W pewnym momencie na Paradyzję trafia Ziemianin - Rinah Devi, który pod przykrywką chęci napisania książki o życiu na sztucznej planecie musi wyśledzić co stało się z innym Ziemianinem - Larsem Benigiem. Lars zaginął podczas pobytu na Paradyzji parę lat temu. Oczywiście mieszkańcy stacji sądzą, ze był to wypadek, ale my nie chcemy im wierzyć.

 

To, jak wygląda życie na Paradyzji zadziwia, a często przeraża Rinaha. W pewnym momencie kontaktuje się z nim Paradyzyjczyk imieniem Nikor i wtedy Devi wpada na trop tego, czym tak naprawdę jest sztuczna planeta.

 

Fabuła nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Nie zaznamy tu pościgów, wybuchów, ani strzelanin. Ale nie powinno to dziwić czytelnika, ponieważ jest to powieść oparta na świecie. A ten jest naprawdę świetnie przemyślany.

 

Największe wrażenie zrobił na mnie koalang. Mieszkańcy Paradyzji, którzy chcą przekazać treści niezgodne z ogólną propagandą, muszą znaleźć kod, szyfr, gdzie na przykład "szary anioł" oznacza pracownika służby bezpieczeństwa. Problemy są jednak dwa: Po pierwsze: nie można by było stworzyć uniwersalnego języka dla wszystkich, gdyż swobodne poruszanie się po poszczególnych częściach stacji jest praktycznie całkowicie zabronione, a przekazanie w formie wiadomości tekstowej też nie wchodzi w grę, gdyż na Paradyzji pisanie jest zakazane. Można jedynie tworzyć nagrania audio, a te są natychmiast sprawdzane przez Centralę. Drugim problemem jest to, że system się uczy. Nawet jeśli w jakiś sposób udałoby się stworzyć uniwersalny język dla wszystkich "niepokornych" to komputer skojarzyłby w jakich sytuacjach są używane dane zwroty i odgadłby ich znaczenie. Dlatego powstał koalang. Posługiwanie się nim wymaga wielkiej roztropności i sprytu. Polega ono na tworzeniu nowych metafor za każdym razem, gdy chcemy powiedzieć coś tajnego. Druga osoba musi odgadnąć, o co nam chodzi, a jeśli się jej nie uda, to trudno. Pomysł ten daje niesamowite pole do popisu. I tu pojawia się jedna z nielicznych wad tej pozycji: stanowczo za mało dialogów w koalangu!

 

Nie zmienia to faktu, że pomysł jest niesamowity. Z resztą w "Paradyzji" jest jeszcze jeden świetny pomysł, który dotyczy podstawowych praw fizyki, a którego wam nie zdradzę ze względu na niebezpieczeństwo spoilerów.

 

Najlepsze jest jednak to, że tak naprawdę cała książka jest jednym wielkim zapisem w koalangu! System polityczny na sztucznej planecie jest łudząco podobny do tego, co było w Polsce za czasów PRL-u. Powieść zawiera jego jawną krytykę, a mimo to została wydana w komunistycznej Rzeczpospolitej. Zajdel po prostu za pomocą metafory stwierdził, że nie lubi systemu, a system się nie zorientował! I w tym tkwi geniusz tej powieści.

 

Technicznie wydawnictwo Supernowa wykonało naprawdę dobrą robotę. Ładna, miła dla oka okładka. Jedyne, czego mógłbym się przyczepić, to nie wydrukowane fragmenty liter w niektórych miejscach. Tak, jakby tusz się kończył.

Duże wrażenie robi posłowie autorstwa  Macieja Parowskiego, które przeczytałem z wielkim zainteresowaniem.

 

Krotko mówiąc, Zajdel w pełni zasługuje, aby przyznawać nagrodę jego imienia. I "Paradyzja" jest tego najlepszym dowodem.