Kto nie skacze, ten w Zakonie! Hop! Hop!

Krzyżacy - Sienkiewicz Henryk

"Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza przeczytałem w ramach lektury szkolnej dla klasy II gimnazjum i muszę przyznać, że powieść ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. 

 

Książka opowiada o przygodach dwóch rycerzy: Zbyszka z Bogdańca oraz jego stryja Maćka. Akcja zaczyna się w podkrakowskim Tyńcu, gdzie podczas wizyty obu panów, zawitała także ówczesna księżna mazowiecka Anna Danuta. Jedną z jej dwórek była piękna Danusia Jurandówna, w której Zbyszko się zakochuje i poprzysięga przynieść jej kilka pawich czubów zdartych z krzyżackich hełmów. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że to właśnie Zakon przyczynił się do śmierci matki Danusi. Przysięga ta niesie za sobą niesamowita lawinę wydarzeń, która rzuca dwóch rycerzy w wir przygód.

 

To, co zaskoczyło mnie w "Krzyżakach" to bardzo współczesny, jak na wiek powieści, sposób narracji. Spodziewałem się czegoś bardziej skomplikowanego, z czego prawie nic nie zdołam zrozumieć. Tymczasem Sienkiewicz snuje opowieść z sposób bardzo zrozumiały i czytelny. Nie ma tu jakiś zjawisk gramatycznych nie z tego świata, czy słów, których znaczenia nie mógłbym się domyśleć.

 

Inna sprawa to język powieści. Podczas omawiania lektury w szkole dowiedziałem się, iż pan Henryk poszedł tu trochę na łatwiznę i zamiast użyć mowy, którym rzeczywiście się wtedy posługiwano, posłużył się lekko zmodyfikowaną gwarą podhalańską. Mimo to język świetnie oddaje charakter tamtych czasów. Momentami może się wydawać nieco archaiczny dla gimnazjalisty, ale gdzieś tak po dwudziestu rozdziałach zdołałem się przyzwyczaić.

 

Jedną z wad "Krzyżaków" są nudne i nieco przeciągane opisy przyrody. Chociaż i tu zdarzają się czasem dosyć ciekawe porównania, które fantastycznie oddają atmosferę. Mówię tu szczególnie o fragmencie, który miał miejsce tuż przed atakiem Żmujdzinów na idący droga zastęp rycerzy zakonnych. Sienkiewicz świetnie buduje wtedy klimat wąskiej drogi wśród lasów oraz napastników chowających się wśród drzew. Kolejną wadą jest zbyt mała ilość opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów. Jedyny dłuższy tekst tego typu znajduję się w momencie gdy Zbyszko jedzie do Malborka, by wykupić stryja z niewoli i dotyczy Konrada von Jungingena. Wielki Mistrz Zakonu rozwodzi się wtedy nad przyszłością zgromadzenia. Jest to moim zdaniem jeden z najlepszych momentów książki i żałuję, że nie było takich więcej. W tych paru stronach Sienkiewicz buduje obraz człowieka prawego i honorowego, jednak przygniatanego przez niegodziwość instytucji, którą sam kieruję. Zbyt słabego fizycznie i psychicznie by się postawić. Świetnie zarysowana postać.

 

Tak propos Krzyżaków jako Zakonu - Sienkiewicz przedstawia ich tu jako bezwzględne szuje i okrutników, co wyszło mu nader dobrze. Podczas lektury naprawdę zacząłem czuć szczerą nienawiść do tej parszywej organizacji. Autor jedzie po nich bez trzymanki i szczerze mówiąc, bardzo dobrze.   

 

Co do pozostałych bohaterów, najbardziej uwiódł mnie Maćko. Jednak nie ze względu na to, że jest moim imiennikiem, ale dlatego, iż jest to postać bardzo przemyślna. Zaskoczyła mnie bystrość i obycie starego rycerza. Oprócz tego polubiłem też Jagienkę ze Zgorzelic. Co do Zbyszka i Danusi - niezbyt mnie zachwycili. Oboje byli zbyt czarno-biali. Honorowy rycerzyk i zakochana w nim dama. Nie mam nic przeciwko takim postaciom, ale wolę bohaterów bardziej nieoczywistych.

 

Na koniec co nieco o technice wydania. Wypożyczyłem sobie z biblioteki szkolnej wersję "2 tomy w 1" z opracowaniem wydawnictwa Greg. Jednak podczas lektury nie korzystałem z niej. Wolałem bardziej rozbudowaną wersje, gdzie każdy tom to osobna książka. Było to moje prywatne wydanie, odziedziczone kiedyś po dziadkach. Nie wiem, dlaczego bardziej mi się spodobało. Czy to wielkość czcionki, marginesów, czy może jeszcze coś innego, ale "Krzyżaków" od Grega czytało mi się gorzej niż wersję Państwowego Instytutu Wydawniczego z 1988 roku, czyli wydanie "dziadkowe".

 

Podsumowując: jak na tak starą powieść "Krzyżaków" czytało mi się bardzo przyjemnie i spokojnie mogę ich określić mianem jednej z najlepszych lektur szkolnych w dzisiejszej edukacji. Pierwszego miejsca jednak nie zdobyli. Tam, już od piątej klasy podstawówki, nieugięcie królują "Chłopcy z Placu Broni". Ale o tym może innym razem.